W Stanach Zjednoczonych byłem w 2006 roku po raz trzeci. Podczas pierwszego pobytu nie udało mi się nawet zobaczyć żadnego kolibra, mimo intensywnych zabiegów, polegających m.in. na wieszaniu poideł. Przed dwoma laty zobaczyłem kolibry, a konkretnie osobniki z gatunku koliberek rubinobrody i od razu przypadły mi one do serca; obdarzyłem je jak i cała moja rodzina wielką sympatią.
Dorosły samiec tego gatunku ma szmaragdowozielone plecy, w okresie godowym opalizujące rubinowoczerwone gardło, które może wydać się czarne przy niesprzyjających warunkach oświetlenia, boki i brzuch w jasnych odcieniach szarości, ogon czarny. Samiec jest mniejszy od samicy. Dorosła samica ma szmaragdowo zielone plecy, biała pierś i gardło, czarny ogon z białymi końcami. Ma dłuższy dziób.
Udało mi się zrobić nawet ich zdjęcia w pobliżu karmników (poideł). Dokarmiane polega na podawaniu nektaru sporządzonego z wody i sacharozy, dlatego można zamiennie stosować określenia: karmnik i poidło. Początkowo poidło umieściłem kilka metrów od domu, ale po zaobserwowaniu, że ptaki są mało płochliwe, przenosiłem je coraz bliżej okna. Ostatecznie wisiało ok. pół metra od szyby.
Otwarte okno kolibrom nie przeszkadzało i z takiego bliska można było je bezpiecznie obserwować i fotografować. Przed swym trzecim wyjazdem na Cape Cod koło Bostonu w Nowej Anglii (północno-wschodni kraniec USA), latem 2006 roku, wśród ważnych planów umieściłem zrobienie zdjęć kolibrów siedzących na drzewach. Oto kilka z nich: (
Po południu 18 czerwca 2006 r. zauważyliśmy kolibry latające między gałęziami tui. Dopiero obejrzenie zdjęć na ekranie komputera pokazało, że latają one z otwartymi dziobami.
Po jeszcze dokładniejszych obserwacjach okazało się, że zbierają pajęczynę. Znaczyło to, że budują gniazdo! Zacząłem poszukiwania, które trwały kilka dni. Wreszcie 27 czerwca znalazłem gniazdo wysoko w załamaniu gałęzi dębu (ok. 8 m nad ziemią). Było trudne do wykrycia, bo oklejone na zewnątrz porostami, co można zobaczyć na zdjęciach. Tak małe obiekty fotografować z tak dużej odległości było niemożliwe. Przystawiłem więc do sąsiedniego drzewa drabinę i stąd, z bezpiecznej odległości dla ptaków, ok. 4 metrów, prowadziłem obserwacje. Samica nie zwracała na mnie uwagi i spokojnie wysiadywała jaja oraz latała do poidła, nie tylko na posiłek, ale i by odganiać intruzów z jej jadłodajni.
Teraz moje marzenie było już tylko jedno - doczekać piskląt, bo nieuchronnie zbliżał się termin powrotu do Polski. No i właśnie w dniu odlotu (15 lipca) udało się: rano je zobaczyłem.
A teraz słów kilka o bohaterze opowieści: koliberek rubinobrody (
Archilochus colubris, ang. Ruby-throated Hummingbird) jest pospolitym kolibrem, lęgowym w całej wschodniej części Ameryki Północnej.
W tej części Ameryki sporadycznie występuje jesienią jeszcze rudaczek północny (
Selasphorus rufus), a pięć południowo-wschodnich stanów odwiedza zimą osiem innych gatunków z rodziny Trochilidae.
Ciekawe są liczby określające cechy anatomiczne, fizjologiczne i fizyczne koliberka rubinobrodego (na podstawie niżej cytowanej literatury); oto przeciętne wartości: długość: 8,9 cm, waga: 3,1 grama, temperatura ciała: 40.5°-42.2°C, oddychanie: 250 razy na minutę, puls: 250 uderzeń/minutę w spoczynku; 1200 uderzeń/minutę przy zawisie.
Uderzenia skrzydeł: 40-80 na sekundę, przeciętnie około 52 na sekundę.
Szybkość lotu: 48 km/h normalny; 80 km/h w czasie ucieczki; 101 km/h w locie nurkującym.
Literatura
Field Guide to the Birds of North America. Third Edition. 2002. National Geographic, Washington.
Forshaw J., Howell S., Lindsey T., Stallcup R. A Guide to Birding. 2004. Fogg City Press, San Francisco.
Mielczarek P., Cichocki W. 1999. Polskie nazewnictwo ptaków świata. Notatki Ornitologiczne 40, zeszyt specjalny.
http://www.hummingbirds.net